JEDZIEMY DO DANII

Podróż do Skandynawii to było zawsze moje marzenie. Jednak nie wiedzieć czemu najczęściej za cel wyjazdów wakacyjnych wybierałam południe, słońce i kąpiele w ciepłym morzu. W tym roku jednak zdecydowaliśmy się pojechać na Północ, czyli do Danii.

Myślę, że jest to zbieg kilku czynników, które teraz są mi bliższe niż wcześniej. Tak dużo mówi się teraz o odpowiedzialności społecznej, o zrównoważonym podejściu do życia, o życiu uważnym, „wolniejszym”, a Duńczycy to praktykują od dawna i to z sukcesem w postaci filozofii hygge. Chciałam bliżej przyjrzeć się krajowi, który uważany jest za jeden z szczęśliwszych w Europie, gdzie Kopenhaga jest prężnym ośrodkiem kulturalnym, gdzie postawy są bardzo liberalne i funkcjonuje równouprawnienie płci, gdzie ludzie są otwarci i gdzie wszyscy czują się sobie równi.

Nie żałujemy tej decyzji i już myślimy o tym, kiedy tu znowu przyjedziemy. A i w morzu też można się kąpać. Ale o tym za chwilę 😉

Zabraliśmy ze sobą oczywiście psy, które podróżują z nami zawsze na wakacje.

Django i Jackie we własnej osobie.

W dwa tygodnie czasu przemierzyliśmy w sumie 3500 tys. km samochodem, 140 km na piechotę (zmierzone z krokomierzem), odwiedziliśmy 2 kraje, 6 miast/miasteczek i nocowaliśmy w pięciu różnych miejscach i to wciąż mało!

Trasa na wyspę ROMO

Być może opisany wyjazd przyda się komuś, bo sam się wybiera w taką podróż z psami lub kogoś do tego  zainspirujemy. Często pytacie, gdzie nocujemy z psami itp. Dlatego chcę umieścić tutaj na blogu wszystkie informacje i wrażenia.

Mój Rafał jest mistrzem w organizacji tego typu wyjazdów. Przeszukuje Booking lub Airbnb, ja zawsze mam niespodziankę, bo nie wiem co bookuje, ale ufam mu w 100%, bo zawsze są to przyjemne „perełki”.  Przy wyszukiwaniu noclegów ważne, aby czytać opinie oraz zadać pytanie, czy są dodatkowe opłaty za psy. To, że zwierzęta są akceptowane w danym obiekcie łatwo sprawdzić, ale mogą za tym kryć się wysokie opłaty, czego doświadczyliśmy w ubiegłym roku w Słowenii, gdzie właściciel zażyczył sobie extra 100 euro za psy. Sorry, ale dla mnie jest to jakiś absurd, często dzieci mogą spać bezpłatnie lub za pół ceny, a za psy trzeba dopłacać. Przecież te stworzenia nie brudzą tak jak ludzie, nie śmiecą, nie zużywają wody, prądu… trochę tego nie rozumiem ale cóż, tak bywa. Ciekawe jakie Wy macie doświadczenia z noclegami z psami?

Lubimy zatrzymać się po drodze z noclegiem, zanim dotrzemy do miejsca docelowego. Ma być na luzie, nie spieszymy się, tym bardziej że na tylnej kanapie jadą nasi pupile Django i Jackie, oczywiście przypięci do pasów bezpieczeństwa. Chcieliśmy zobaczyć Hamburg, który leży na drodze do Danii, dlatego pierwszy przystanek mieliśmy w niemieckiej, małej, uroczej wsi Mussen na obrzeżach miasta.

Nasz hotel w Mussen.
Urocze podwórko.

Hamburg zrobił na nas ogromne wrażenie, zwłaszcza dawna dzielnica przemysłowa Hafen City, zamieniona w lofty pełne uroczych zaułków, restauracji i designerskich miejsc. Zobaczcie niezwykły, nowoczesny budynek filharmonii, który góruje ponad ceglanymi budynkami. Spacerowaliśmy z psami, które spisały się na medal. Bałam się o Jackie, jak sobie poradzi w dużym mieście, ale zupełnie nie potrzebnie. Pół dnia spędziliśmy spacerując po pięknych ulicach Hamburga, a potem dalej w drogę, do Danii.

Niesamowita dzielnica Hafen City nad kanałem.
Spacer po mieście.
Dzielni spacerowicze.

Po przejechaniu granicy (oczywiście bez paszportów), Dania przywitała nas ogromną, płaską przestrzenią, wypełnioną zielenią, bardzo mały ruch, pusto, spokojnie, gdzieniegdzie rozrzucone gospodarstwa, domy… ale jakie! Od samego początku architektura zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Wieś jest bardzo zadbana, domy są piękne, białe lub z cegły, niskie, parterowe, obsadzone najczęściej różami, które pną się przy drzwiach, po ścianach, przy oknach. Budynki skromne, proste z małymi okienkami i co najbardziej mnie urzekło, kryte strzechą. Coś pięknego. Takie domki zna się z bajek lub filmów o hobbicie.

Duński krajobraz.
Bajkowy, duński dom

ROMO
Romo to mała wyspa na morzu Północnym (a tak naprawdę w obszarze Morza Wattowego), położona na zachodzie Danii, przy Półwyspie Jutlandzkim. Na miejsce dojeżdża się asfaltową drogą, która została zbudowana na grobli, dzięki czemu jest przejezdna o każdej porze dnia i nocy (nie trzeba martwić się o przypływy). Widok jest niesamowity, w środku droga, a z lewej i prawej otacza nas ciemnoniebieskie morze. Wyspa jest tak mała, że bez trudu można zwiedzić całą rowerem.

Romo.

Romo słynie z pięknej przyrody i wyjątkowej plaży, szerokiej na 3 km! Aby ułatwić dojście do wody, w wybranych miejscach można po niej jeździć samochodem, odbywają się tu również wyścigi bojerów. Przestrzeń jest ogromna, od pierwszego spotkania robi niesamowite wrażenie, nie ma mowy o tłoku znanym z plaż na południu. Mogliśmy się rozbić w dowolnym miejscu, z dala od kogokolwiek, na płaskim piasku lub uroczych wydmach. Co jakiś czas w pewnej odległości przejeżdżał samochód, było kilka kamperów, niektórzy potrafili się nawet zakopać w piasku (zaraz przyjeżdżała jednak terenówka, która ich wyciągała, pewnie ktoś robi na tym dobry biznes). Trafiliśmy na zmienną pogodę, raz było bardzo ciepło (czyli w Danii to około 30 stopni), innym razem znowu było chłodno (około 15 stopni) i wiał silny wiatr, potęgując niesamowity nastrój. Niezależnie od aury, mieszkanie na wyspie było niezapomnianym przeżyciem.

Radość na wielkim piachu.

Na plaży obowiązują przepisy, których wszyscy się trzymają. Psy muszą być na smyczy i Duńczycy przestrzegają tej zasady. Troszczą się w ten sposób o dobro innych zwierząt, mieszkańców plaży, zwłaszcza o ptaki, które mają tu swoje gniazda. Mieliśmy oczywiście przygodę z Jackie, bawiła się w morzu bez smyczy (przecież nie będziemy kąpać psa na uwięzi), podfrunęła do nas mewa i usiadła na plaży. Jackie ma bardzo silny instynkt łowiecki i momentalnie puściła się za ptakiem, biegnąc z całych sił około 500 metrów. Duńczycy i Niemcy, których także było wielu, patrzyli na nas zaskoczeni. Na szczęście Jackie szybko odpuściła i przypomniała sobie, że warto udać się w drogę powrotną. Trochę nam się głupio zrobiło, że wywołaliśmy zamieszanie w tak spokojnym miejscu. Od tej pory raczej chodziła na smyczy… 😀

Czujna Jackie wciąż wypatruje mew 🙂
Jak widać tłumów to tam raczej nie było…
Tak plażowaliśmy. Widok od strony morza 🙂
Odpoczynek w cieniu wydm.
Na wyspę zabraliśmy obroże i smycze z zupełnie nowej linii NATURAL, którą planujemy wprowadzić do regularnej sprzedaży. Świetnie się nam sprawdziły.
Hop do wody dla ochłody! Django to świetny pływak.

W czasie jednego ze spacerów odkryliśmy miejsce, gdzie nasze zwierzaki mogły poczuć się swobodnie. Wybieg dla psów nie przypominał kawałka ziemi otoczonej ogrodzeniem, który znamy w Krakowie. Był to spory kawałek wydzielonego i ogrodzonego lasu, pełen roślinności z krętymi, uroczymi ścieżkami. Psy mogły się tu poczuć jak w naturze, a my również się nie nudziliśmy. Oczywiście po drodze spotykaliśmy kosze na śmieci, gdzie można było wyrzucić psie kupy. Jak się domyślacie, na ścieżce i wokół niej nie znaleźliśmy żadnych nieczystości, nie było tam nawet jednego papierka. Duńczycy niezwykle dbają o otoczenie, szanują przyrodę i siebie nawzajem, a jednocześnie mają do siebie zaufanie.

Czujemy się zaproszeni.
Ale fajnie!

Zaskoczyło nas to, jak wygląda tam przydrożna sprzedaż, na przykład ziemniaków lub truskawek. Otóż przy drodze stoją małe stragany z warzywami i owocami, a na kartce jest napisane, ile trzeba za nie zapłacić. Nikt tego nie pilnuje, gospodarz przychodzi pewnie wieczorem, zamyka stragan i zabiera utarg. Podobnie było z odbiorem kluczy do domku, w którym mieszkaliśmy. Przyjechaliśmy po godzinach pracy biura podróży. Budynek był zamknięty, jednak z tyłu znajdowała się mała poczekalnia, otwarta dla wszystkich, oczywiście w środku nie było nikogo. Na regale znaleźliśmy teczkę, w której były klucze i informacje na temat miejsca naszego noclegu.

Na małej wyspie nie zabrakło całkiem sporego sklepu z akcesoriami dla zwierząt!

Na Romo mieszkaliśmy w typowo skandynawskim, letniskowym, drewnianym domku. W środku było wszystko, czego potrzebowaliśmy, łazienka z bieżącą wodą, stał nawet kominek (w trakcie pobytu przyjechał kominiarz, sprawdzić czy wszystko w porządku i czy można bez obaw rozpalić drewno). Wokół nas rósł zagajnik, kryjący kilkadziesiąt podobnych miejsc noclegowych. Jedne były mniejsze, drugie większe i bardziej rozbudowane, wszystkie idealnie wpisywały się w krajobraz. Skandynawowie szanują swoją tradycję architektoniczną, tu nikt nie stara się na siłę pokazać, budując dom inny od reszty, z wieżami i ledowym oświetleniem (znacie to, prawda?)

Psiaki w ogrodzie były przeszczęśliwe!
Wspomniany kominek.

Romo leży niedaleko pięknych, historycznych miejsc, blisko jest nawet do Legolandu. Pojechaliśmy obejrzeć piękne uliczki Tonder, Mogeltonder oraz Ribe, które uważane jest za najstarsze miasto w Danii. Spacer w każdym z nich był wyjątkowym przeżyciem estetycznym. Jeśli będziecie w okolicy, polecamy je odwiedzić i natchnąć się pięknym widokiem.

Tonder.
Uliczka w Tonder.
Róże…
…i róże.
To co urzeka w Mogeltonder to szeroka, brukowana uliczka wzdłuż, której ciągnął się urocze kamieniczki. Każda zachwyca.
Zachwycałam się zdobnymi drzwiami, dekoracjami w oknach, strzechą na dachach, pnącymi różami.
Dom jak z bajki. Nie dziwię się wcale, że Duńczycy są szczęśliwi skoro na co dzień żyją w takim otoczeniu…
Hobbiton 😉
Mogeltonder Antik to kawiarnia i cała masa staroci https://slotsgaden.dk/ , które uwielbiam. Już zawsze będę żałować, że nie kupiłam tego dzwonu…
Uliczki starego miasta Ribe. Uważane jest za najstarsze miasto Danii, pierwsza wzmianka ok. 860 r.
Ribe.
Średniowieczna Katedra w Ribe, XII/XII w.
Dom szachulcowy w Ribe.

Pobyt spędzony na Romo to był również wielki test dla naszych produktów, które kąpały się w morzu, tarzały w piasku, suszyły na słońcu. O skórę byłam spokojna, ale bałam się trochę o karabińczyki. Na szczęście okazały się bardzo wytrzymałe, nic im się nie stało, piasek nie doprowadził do ich zatarcia i nadal działają świetnie. Skóry najpierw trochę sztywniały, ale z czasem znów stawały miękkie i elastyczne. Nie mam im nic do zarzucenia i jestem pewna, że sprawdzą się w różnych ekstremalnych warunkach.

Kąpiele w słonej wodzie….
…potem tarzanie w piaski i suszenie na słońcu.
Stylówka, wszystko pod kolor ;D

Po 6 dniach spędzonych blisko natury ruszyliśmy dalej do Kopenhagi, odwiedzając po drodze Odense, miasto w którym urodził się Hans Christian Andersen.

Ale o tym przeczytacie już w drugim odcinku naszej relacji. A także o tym, jak nasze psiaki poszły z nami na piwo w Kopenhadze 🙂

Share this post